Jam Jest Zmartwychwstaniem i Żywotem

Do przeczytania: Ewangelia Jana 11.

Wprowadzenie

Następne stwierdzenie „Jam jest…” zostaje wypowiedziane przy okazji śmierci dobrego przyjaciela Jezusa, Łazarza. Stwierdzenie pada w odpowiedzi na skargę jego siostry, że Jezus przybył za późno, by tej śmierci zapobiec. Nie było to jednak przypadkowe; Jezus miał powód, gdy się ociągał. Tak jak w przypadku ślepca, śmierć Łazarza miała przysłużyć się chwale Bożej. (11, 15)

Współcześni teologowie często stoją na stanowisku, że nauka o wskrzeszeniu z martwych nie istniała przed okresem nowotestamentowym, a żydowskie Pisma nie wspominają o nim. Nie są w tym osamotnieni. W czasach Jezusa istniała grupa przywódców religijnych, którzy również nie wierzyli we wskrzeszenie z martwych. Nazywali siebie Saduceuszami i odrzucali wszystkie Pisma żydowskie, poza Pięcioksięgiem. Nie uznawali też istnienia aniołów i zmartwychwstania.

Jednakże w Starym Testamencie jak najbardziej znajdziemy koncepcję wskrzeszenia z martwych, co możemy zobaczyć na przykład w takich wersetach, jak: Izajasza 26,19; Ezechiela 37, 12-14; Daniela 12, 2.3; Ozeasza 13, 14 (który jest cytowany przez Pawła w I Kor. 15, 55), i najbardziej nas interesujący przykład z księgi Hioba 19, 26. Hiob był współczesnym Abrahamowi, co oznacza, że pomysł wskrzeszenia z martwych, znajdziemy już za czasów pierwszego z patriarchów!

Można więc powiedzieć, że Słowo Boże od początku do końca głosi, że dusze zostaną wskrzeszone, i to Bóg jest sprawcą tego cudu. Co więcej, wskrzeszenie było już przedstawiane jako znak od Boga (w szczególności Ezechiela 37,12 i Ozeasza 13, 14). Podobnie, w Izajasza 53, 10-12, czytamy, że Mesjasz, po tym gdy odda swoje życie w ofierze, będzie oglądał swoich potomków i będzie „żył długo” (Hebrajski eufemizm, oznaczający: „wiecznie”) oraz „dzielił łupy” zdobyte na swoich wrogach (pokonanych przez Jego ofiarę). Znowu widzimy, jak Jezus jasno identyfikuje się z Jahwe i Mesjaszem ze Starego Testamentu. Tym razem potwierdza swoje słowa czynem i wskrzesza Łazarza z martwych!

Jam jest Zmartwychwstanie i Żywot

To oświadczenie Jezusa jest jasne:

Rzekł jej Jezus: jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. 26  A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki.   —Ew. Jana 11, 25-26

1. Jezus jest Chrystusem, synem Boga,  (Ew. Jana 20, 31)

„Jam jest zmartwychwstanie i żywot” (11, 25)

W tym wersecie czytamy, że tylko Bóg może dać    życie—lub też oddać życie, komuś, kto umarł.

2. …abyście wierząc…  (Ew. Jana 20, 31)

„kto we mnie wierzy,” (11, 25)

Warunek jest prosty—musimy wierzyć w Jezusa.

3. …mieli żywot w imieniu jego.  (Ew. Jana 20, 31)

„choćby i umarł, żyć będzie” (11, 25)

„A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki.”(11, 26)

Wydźwięk słów: „zmartwychwstanie i żywot”, jasno stawia koło siebie dwa rodzaje życia: fizyczne i duchowe. „Zmartwychwstanie” dotyczy fizycznego życia i śmierci. Dokładnie tak, jak Łazarz, każdy człowiek na Ziemi będzie w końcu potrzebował fizycznego zmartwychwstania. Każdy z nas kiedyś umrze. Przez grzech, wszyscy zostaliśmy naznaczeni śmiercią. Gdybyśmy kiedykolwiek potrzebowali dowodu, że sama religia nie ma mocy, by dać życie, wystarczy, że zajrzymy na cmentarz i znajdziemy tam groby wszystkich założycieli wielkich religii. Ktoś kiedyś powiedział, że religia to tylko perfumy, które próbują zamaskować odór rozkładającego się ciała Adama. Odwołując się do słów już wspomnianych w tym studium, można powiedzieć, że tak, jak niewolnik nie może sam się uwolnić, tak też nieżyjąca osoba nie może sama siebie wskrzesić z martwych. Śmierć to problem ostateczny, który może zostać rozwiązany tylko przez Boga. Najbardziej wymownym czynem, jakiego mógł dokonać Chrystus, było zatem właśnie wskrzeszenie z martwych—przywrócenie do życia kogoś, kto już nie żył. Nie jest to pierwszy raz, kiedy Jezus dokonał takiego cudu. Jednakże, jest to pierwszy raz, gdy wskrzeszony zostaje ktoś, kto nie żył już od kilku dni; ktoś, kto został już zabalsamowany i pochowany. Jest to też jedyna sytuacja, kiedy Jezus dokonuje tego publicznie. Aby zrozumieć, jak jest to istotne, musimy zdać sobie sprawę z faktu, że Jezus dokonał tego cudu zaledwie kilka dni przed swoim ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem. Co więcej, musimy pamiętać, że to właśnie wskrzeszenie Łazarza ostatecznie pchnęło faryzeuszy do decyzji, by jak najszybciej zabić Jezusa, co doprowadziło w końcu do jego ukrzyżowania i zmartwychwstania. Jezus mówił już wcześniej apostołom, że musi iść do Jerozolimy, by tam umrzeć, a następnie powstać z martwych. Aż do tego momentu nie rozumieli Jego słów, jednakże po Jego zmartwychwstaniu, w końcu zdadzą sobie sprawę z ich znaczenia. Dlatego Jezus mówił do nich przed wskrzeszeniem Łazarza: I raduję się, że tam nie byłem, ze względu na was, bo uwierzycie…(11, 15). Możemy zatem powiedzieć, że przez wskrzeszenie Łazarza Jezus jednoznacznie pokazał swoją moc nad fizyczną śmiercią: Jam jest zmartwychwstanie.

Fizyczne zmartwychwstanie, zawarte w oświadczeniu: Jam jest zmartwychwstanie i żywot możemy jasno zobaczyć poprzez akt wskrzeszenia Łazarza. Co jednak z życiem duchowym: Jam jest… …żywot… …a kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki? Tutaj wkraczamy w dziedzinę tego, co niewidoczne, wieczne. My, jako żyjący, nie możemy poznać tego, co wieczne, zajrzeć poza grób i śmierć. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko zaakceptować słowa Jezusa lub odrzucić je. Czy jednak musimy dokonać tej decyzji bez żadnego dowodu czy chociażby poszlaki? Jak możemy od abstrakcji przejść do tego, co realne? Poprzez odpowiedź, której Marta udzieliła Jezusowi, możemy wywnioskować, że rozumiała ona  zmartwychwstanie w sposób abstrakcyjny (w. 27), a więc pojęcie życia duchowego było dla niej również abstrakcyjne. Marta rozumiała, że Jezus jest Synem Boga, Chrystusem—pomazańcem bożym, który ma zgładzić grzechy świata i dać nam życie wieczne—kiedyś w przyszłości. Lecz Jezus chciał, abyśmy my, tak jak i Marta później, zrozumieli, że życie duchowe zaczyna się teraz. Marta staje się dla nas dobrym przykładem. Dopóki opłakiwała śmierć swojego brata, nie była w stanie dojrzeć tego, co Chrystus chciał jej powiedzieć. Jednakże, odkąd Jezus wskrzesił Łazarza, nie ma wątpliwości, że to zrozumiała. Jej wcześniejsze słowa: Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystus, Syn Boży… nie były już więcej puste, stały się słowami życia oraz wyznaniem osoby, której życie zostało przemienione.

Akt fizycznego wskrzeszenia Łazarza, martwego już od czterech dni, sprawia, że aspekt duchowy wypowiedzi Jezusa wręcz narzuca się nam. Skoro ma On moc, by przywrócić życie martwemu, rozkładającemu się ciału, czy tak trudno uznać, że może On dać życie wieczne (duchowe) osobie, która w Niego wierzy? Czy fakt, że Jezus potrafi przywrócić życie fizyczne, nie wskazuje jasno na to, że może On również dać nam życie wieczne po śmierci? O takim dowodzie Jezus mówił w swojej modlitwie: …powiedziałem to ze względu na lud stojący wkoło, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał. Słowa i uczynki Chrystusa zawsze łączyły się w harmonijny sposób. To, co twierdził, będąc przez krótki czas na Ziemi, było poza wyobrażeniem ludzkim. Jednak gdy spojrzymy na Jego czyny, mamy niepodważalny dowód na to, że jego słowa były prawdziwe, a Jego życie jest wypełnieniem Starego Testamentu. Widzimy zatem, że problem z zaakceptowaniem Jezusa nie ma nic wspólnego z brakiem konkretnych dowodów. Problem ten leży w sercu człowieka.

Odrzucenie Chrystusa najczęściej bierze się z braku chęci do zrezygnowania z tego, co już mamy. Dalej w rozdziale czytamy, że część z osób obecnych przy wskrzeszeniu pobiegła powiedzieć faryzeuszom, co się stało. Można powiedzieć, że wymowa tego zdarzenia była oczywista—i to na tyle, że, jak czytamy w 12,10, faryzeusze chcieli zabić nie tylko Jezusa, ale i Łazarza. Dlaczego? Odpowiedź znajdziemy od razu w następnym wersecie: Gdyż wielu Żydów z powodu niego odeszło i uwierzyło w Jezusa. Faryzeusze wiedzieli, że Chrystus wskrzesił Łazarza. Dowód na to mieli tuż przed oczami, w postaci żywego Łazarza. Ich problemem nie był brak dowodów, ale coś innego—zazdrość. W szerszym znaczeniu, można powiedzieć, że był to egocentryzm i pycha. Możemy to dokładnie zobaczyć w wersecie 11, 48. Faryzeusze skupiali się na tym, że Rzymianie mogliby zabrać naszą świątynię i nasz naród. Zauważmy, że mówili oni w pierwszej osobie—„naszą świątynię”, a nie Bożą świątynię. Już od dawna myśleli o niej, jako o swojej, zamiast uważać się jedynie za jej zarządców. Fakt, że Jezus, dokonując cudu wskrzeszenia potwierdził, iż jest Synem Bożym, ich długo oczekiwanym Mesjaszem, nie miał dla nich znaczenia! Byli za bardzo zapatrzeni w siebie.

Podobieństwa między zachowaniem faryzeuszy a postępowaniem wielu ludzi dziś żyjących są zbyt liczne, by je tu przedstawić. Wystarczy popatrzeć na religię i sposób, w jaki ludzie chcą „zaimponować” Bogu swoimi uczynkami (nie mówiąc już o tym, jak bardzo chcą zdobyć podziw wszystkich ludzi dookoła). Chcą, by Bóg popatrzył na ich zasługi i nagrodził ich za nie. Inni zaś już dawno zrezygnowali z bycia wiernym religii i umieścili na miejscu Boga siebie lub też coś, co pozwala im samym być w centrum swojego świata i tym samym karmić swoją pychę. Właśnie taka pycha jest zazwyczaj głównym powodem braku wiary. Ta sama pycha powodowała, że dotychczas słowa Jezusa dzieliły ludzi. Jednak tym razem ci odrzucający Jezusa poszli o krok dalej. Nie wystarczało im już to, że mogą dokonać swojego wyboru i odejść. Chcieli zniszczyć Tego, którego uważali za swego przeciwnika oraz ludzi, których życie zostało przez Niego odmienione.

Wnioski

Najtrudniejszą rzeczą, jaką musimy zrobić jest przyznanie się do faktu, że jesteśmy całkowicie bezradni. Jesteśmy bowiem niewolnikami grzechu lub też—jesteśmy martwi przez grzech. Potrzebujemy więc „wskrzeszenia”, nowego życia, które może nam dać Bóg. Aby było to możliwe, musimy porzucić wszystko, co dotychczas było dla nas ważne. Może to być duma (pycha) z naszych osiągnięć, jak i wiele innych rzeczy. Musimy odrzucić to i pokornie przyjąć dar życia wiecznego, który Bóg oferuje nam za darmo, przez Jezusa Chrystusa: Tym, zaś, którzy go przyjęli dał im prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego (1, 12). Tutaj dochodzimy do sedna całego wykładu. Bóg nie prosi nas, byśmy zaufali mu bez jakiegokolwiek dowodu. Mamy dowód w postaci Słowa Bożego. Wiara nie wypływa więc ze ślepego podążania za niepotwierdzoną prawdą. Dowód mamy cały czas w zasięgu ręki. Niewiara, odrzucenie Chrystusa w obliczu dostępnych dowodów, polega więc na świadomym wyborze. Sami odrzucamy Życie, które ofiaruje nam Chrystus. Z drugiej strony wiara jest poddaniem swojej woli Chrystusowi i złożeniem naszego zmartwychwstania i życia w jego ręce. I znowu widzimy, tak, jak przy poprzednich stwierdzeniach Jezusa, że rezultatem jego słów jest podział (zależny od świadomego wyboru). Jednak w dzisiejszym studium czytamy, że brak wiary doprowadził do wrogości. Nie można pozostać niezdecydowanym lub biernym w obliczu słów Jezusa. Cały ból i cierpienie, jakie widzimy dziś na świecie, jest rezultatem wrogości wobec Jezusa (i tym samym Boga). Tylko Chrystus oferuje nam jedyne rozwiązanie—zmartwychwstanie i żywot.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s